Cyber Threat Intelligence — nowa broń w arsenale zarządów firm w „wyścigu zbrojeń” z cyberprzestępcami
Kolejny artykuł o cyberbezpieczeństwie zacznijmy od przypomnienia sobie… historii, a dokładniej legendarnej Bitwy o Anglię. Wbrew pozorom, obrońcy nie posiadali przewagi ani w liczbie samolotów, ani ich zaawansowaniu technicznym. O wyniku zadecydowała gęsta sieć radarów, pozwalających na wykrywanie nadlatujących eskadr nieprzyjaciela, a w efekcie — mądre gospodarowanie własnymi zasobami i niwelowanie zagrożeń z dużym wyprzedzeniem. Rolę, jaką w dziejach Anglii odegrały radary, dla zarządów firm zmagających się z ryzykiem cybernetycznym pełni dziś usługa Cyber Threat Intelligence (CTI).
|
Z TEGO ARTYKUŁU DOWIESZ SIĘ:
|
Ataki cyfrowe coraz szybsze i sprytniejsze
Cyber Threat Intelligence oferuje swoiste usługi wywiadowcze, pozwalające ze znacznym wyprzedzeniem rozpoznawać zagrożenia pojawiające się poza daną organizacją. Szerokie, a jednocześnie bardzo dokładne gromadzenie, analizowanie i interpretowanie danych z całej sieci, a następnie przekuwanie ich w konkretne rekomendacje oraz działania, umożliwia firmom zminimalizować tak skutki, jak i samą możliwość wystąpienia incydentów bezpieczeństwa. Cel jest jasny: minimalizacja cyberryzyka i proaktywne wykrywanie zagrożeń, nim te z całą mocą uderzą w organizację.
Aby lepiej zrozumieć tę definicję, warto spojrzeć na wyzwania, jakie z rosnącą intensywnością rzucają polskim firmom czy instytucjom publicznym przestępcy cyfrowi. Z danych Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że w 2025 roku zespoły reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego zarejestrowały 682 tys. zgłoszeń i obsłużyły 273 tys. incydentów. Sprawozdanie o stanie cyberbezpieczeństwa Polski wskazuje na wzrost liczby incydentów o blisko 144 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.
Więcej na: Alarmujące dane dotyczące cyberataków w Polsce
Rok 2025 był więc rekordowy pod względem ataków i incydentów, które spadły na Polskę i biznes działający w jej granicach. Co więcej, aż 97 proc. wszystkich zidentyfikowanych przypadków stanowiły oszustwa i działania wykorzystujące socjotechnikę.
Dane te pokrywają się z analizami prowadzonymi przez ekspertów T-Mobile Polska. Jak pisaliśmy w artykule „Cyberświadomość: najpierw wytłumacz i naucz, dopiero potem kontroluj i wymagaj”, przyspiesza ewolucja działań i „sztuczek” cyberprzestępców. To już nie są prymitywne wiadomości zawierające błędy czy nierealne obietnice szybkiego zarobku, które na pierwszy rzut musiałby wzbudzać podejrzenia. Dziś w arsenale cyfrowych przestępców dominuje zaawansowana socjotechnika, bardzo często wspierana przez rozwiązania AI. Maile, SMS-y, telefony które otrzymuje pracownik, wyglądają i brzmią bardzo autentycznie, a do tego są projektowane w taki sposób, aby wykorzystać nieuwagę, pośpiech, słabości. Naszymi przeciwnikami nie są przypadkowi kombinatorzy czy dowcipnisie, ale profesjonaliści posiadający olbrzymią wiedzę psychologiczną i umiejący doskonale grać na ludzkich emocjach.
„Atakujący działają coraz śmielej i szybciej, a średni czas od uzyskania dostępu do rozwinięcia ataku to średnio 27 minut, choć rekordzistom zajmuje to niekiedy zaledwie pół minuty. Przestępcy coraz częściej wykorzystują legalne ścieżki dostępu do systemu, polując na podatności, które są otwarte i publicznie dostępne. Coraz więcej zagrożeń czyha poza samą organizacją. A do tego dochodzą też permanentne wycieki haseł czy danych do logowania” – tłumaczy Jakub Lipiński, Product Manager Security w T-Mobile.
Dotychczasowe narzędzia ochrony, jak standardowy monitoring, okazują się coraz mniej wydolne i efektywne w konfrontacji ze wzbierającą falą coraz bardziej wysublimowanej i opartej na technologiach AI cyberprzestępczości. Jednak według „2025 Thales Data Threat Report”, choć 68 proc. zapytanych organizacji już inwestuje w narzędzia bezpieczeństwa wykorzystujące AI, to tylko jedna piąta z nich ma na to wydzielone środki – u większości oznacza to ograniczenia inwestycji w inne techniki zabezpieczeń. Tymczasem hakerzy działają błyskawicznie – a więc i błyskawiczny musi być czas reakcji. A najlepiej, by firmy były w stanie oszacować ryzyko, moment oraz miejsce ataku jeszcze przed jego faktycznym dokonaniem. W tym właśnie miejscu pojawia się usługa Cyber Threat Intelligence (CTI) — będąca skokowym rozwinięciem tradycyjnego monitoringu zagrożeń. Umożliwiająca ona bowiem również zamianę rozproszonych sygnałów w wiedzę, co pozwala na podejmowanie bardziej świadomych decyzji zarządczych oraz dokładniejsze projektowanie efektywnych systemów bezpieczeństwa cyfrowego firmy.
Sprawdź też: Cyberbezpieczeństwo: lekcja z 2025 roku
Nowe cyberryzyka wymagają nowych rozwiązań
Serwisy informacyjne, fora dyskusyjne, media społecznościowe, popularne kanały komunikacji przestępców, wreszcie (a może przede wszystkim) dark- i deepweb — w tak bardzo różnorodnych i złożonych środowiskach można odnaleźć, niekiedy bardzo niepozorne bądź zakamuflowane, ślady naruszenia systemu bezpieczeństwa firmy. Niekiedy są to fałszywe profile podszywające się pod daną markę, innym razem — ukradzione bazy klientów. Dzięki CTI dokładnie monitorowane są nie tylko poszczególne przypadki, ale wręcz całe megatrendy.
„CTI pozwala nam obserwować i analizować cały ekosystem poza organizacją oraz błyskawicznie reagować na działania cyberprzestępców lub wręcz je wyprzedzać. Klienci otrzymują informacje zarówno o konkretnym incydencie, ale też swoistą mapę potencjalnych zagrożeń. Porównanie CTI z profesjonalnym wywiadem rzeczywiście jest zasadne: usługa pozwala nam zrozumieć całe kampanie wycelowane w naszą branżę, poznać wzorce działania przeciwnika, określić ryzyko w całym łańcuchu dostaw. Możemy też w porę zostać zaalarmowani atakiem, jaki został przeprowadzony na inne przedsiębiorstwo, czym ono nieszczególnie chciałoby się chwalić. Świadomość tego, co może przed nami grozić, pozwala lepiej przygotować własną organizację do potencjalnego uderzenia” – wyjaśnia ekspert T-Mobile Polska.
Dokładnie skanujący całą sieć CTI gromadzi, przetwarza i analizuje zgromadzone dane dotyczące dokonanych lub możliwych przestępstw, które następnie przekazywane są klientowi — zazwyczaj jednostkom dedykowanym cyberbezpieczeństwu. Dzięki temu mogą one błyskawicznie reagować, identyfikując i niwelując słabości czy luki we własnych systemach.
Na końcu tego procesu znajdują się właściciele i zarządy firm, otrzymujący cyklicznie, kompleksowe, przejrzyste raporty, przedstawiające skalę zagrożeń, najważniejsze wyzwania stojące przed organizacją w obszarze odporności cyfrowej oraz rekomendacje konkretnych działań. Jest to więc zamienianie technicznych, specjalistycznych wskazówek na język biznesowy, pozwalający osobom decyzyjnym na minimalizację ryzyka oraz strat finansowych.
Więcej na: Mierzmy wspólnie wysoko, ale bez porywania się z motyką na słońce — o relacjach biznesu z firmami technologicznymi
Co więcej, dzięki połączeniu monitoringu zagrożeń z ich profesjonalną interpretacją klient zaczyna budować własną świadomość dotyczącą potencjalnych podatności organizacji, ekspozycji firmy w domenie publicznej, potrzeby inwestowania w ochronę marki i jej tożsamości cyfrowej. CTI umożliwia także priorytetyzację sygnałów ryzyka, pozwalając ekspertom i zarządom ocenić krytyczność zagrożeń i skupić uwagę na tych, które mogą mieć największy wpływ na organizację.
Technologia w służbie zgodności z przepisami
Kluczowym aspektem prowadzenia biznesu jest zachowywanie zgodności z prawem i dostosowywanie się do implementowanych regulacji — także w zakresie cyberbezpieczeństwa, na które Unia Europejska kładzie obecnie szczególny nacisk. Dyrektywa NIS2 jasno wskazuje na potrzebę nie tylko wzmacniania własnej odporności, ale również bezpieczeństwa całego ekosystemu oraz łańcuchów dostaw, w ramach których funkcjonuje dana organizacja.
Więcej na: Odkrywamy fakty i obalamy mity dotyczące NIS2 cz. I: nowe prawo na niespokojne czasy
Usługa CTI doskonale koresponduje z tym wyzwaniem biznesowo-technologicznym, spełniając opisane w dyrektywie kryteria monitorowania oraz raportowania realnych i potencjalnych zagrożeń. Z drugiej strony – daje firmom wgląd w cyfrową odporność swoich kontrahentów czy dostawców, umożliwiając właściwą ocenę ich wiarygodności w kontekście cyberbezpieczeństwa.
„Wdrażanie nowoczesnych i efektywnych narzędzi, takich jak CTI, to również element wzmacniania pozycji rynkowej oraz wiarygodności samej organizacji. Przedsiębiorstwo pokazuje, że poważnie traktuje kwestię bezpieczeństwa gromadzonych danych, będąc zaufanym, dojrzałym partnerem biznesowym” – mówi Jakub Lipiński.
Dodaje też, że usługa CTI została zaprojektowana w taki sposób, aby odpowiadać na potrzeby różnych organizacji. Nie każda bowiem musi korzystać z najbardziej rozbudowanej, zaawansowanej oferty. Dlatego CTI jest „szyte na miarę”, odpowiadając na różne poziomy potrzeb organizacji: od podstawowej widoczności zagrożeń zewnętrznych, przez ekspozycję organizacji, aż po pełniejszy kontekst wywiadowczy i ochronę marki.
Na sam koniec warto zaznaczyć, że inteligentna analiza danych stoi w sprzeczności z dotychczasowymi rozwiązaniami z dziedziny cyberbezpieczeństwa. Stanowi raczej ich rozwinięcie (nie tylko reagujemy, ale wyprzedzamy incydenty), a także doskonałe uzupełnienie. Testowanie odporności, back-up, audyty bezpieczeństwa, szkolenia dla pracowników w zakresie higieny cyfrowej — to wszystko wraz z CTI skokowo zwiększa szansę firmy w niemal nieuchronnej konfrontacji z cyberprzestępcami.
Więcej na: Wielkie zmiany często nie lubią rozgłosu: jak dyskretnie wdrażać nowe usługi w firmie i testować jej cyberodporność

Data publikacji: 22.05.2026







